poniedziałek, 20 kwietnia 2015

DOZ Maraton Łódzki z PZU - relacja

Łódzki Maraton, a przede wszystkim bieg na 10 kilometrów, darzę dużą sympatią bo to właśnie na tej imprezie w 2013 odbył się mój debiut w zawodach z prawdziwego zdarzenia. Tym razem jak już wspomniałem, nie miałem w planach wybiegać życiówki, czy jakiego konkretnego wyniku. Mimo to kiedy o 6:10 zadzwonił budzik, w ciągu minuty byłem zwarty i gotowy, adrenalina podnosiła się z każdą minutą, tak jakbym miał walczyć o najwyższe cele. Cóż mój organizm już tak ma, że nie potrafi przyjąć do wiadomości, że nieraz nie trzeba przedstartowego napięcia, a ja nie zamierzam tego zmieniać, bo jeszcze nie raz to się przyda przy innych startach. Na śniadanie jak zawsze przed zawodami bułeczki z miodem i z dżemem, to już sprawdzony zestaw. Krótkie spojrzenie za okno, wychodzę na balkon i... 0 stopni nawet coś popaduje i to nie deszcz! Cóż ubrać się trzeba było trochę cieplej nie zapowiadało się, że do końca biegu podskoczy powyżej 4. Do Atlas Areny mamy niecałe 4 kilometry, i chwilę przed 8:00 meldujemy się w jej okolicach. Można powiedzieć że z każdej strony nadciągały tłumy biegaczy i kibiców.

sobota, 18 kwietnia 2015

DOZ Maraton Łódzki z PZU

Już piątek rozpoczął się biegowy weekend z DOZ Maraton Łódzki z PZU. Jest to największa w Łodzi impreza biegowa, która gromadzi kilka tysięcy uczestników. Dziś odebrałem pakiet startowy na ALE 10K Run, a już jutro, przy dobrej pogodzie biegowej (taka podobno ma być), zakończyć bieg w miłym towarzystwie w łódzkiej Atlas Arenie. Niestety nie miałem dziś zbyt dużo czasu

sobota, 11 kwietnia 2015

Zawody

Cały czas mam w głowie, żeby napisać jak wyglądał mój pierwszy rok przygody z bieganiem. Jednak dziś będzie o czymś innym, a mianowicie o zawodach. Ponieważ już za tydzień największy łódzki bieg, czyli Łódź Maraton Dbam o Zdrowie z PZU, parę porad dla osób które będą startować po raz pierwszy, a wszystko w telegraficznym skrócie. Najważniejsze dla startujących w zawodach to

piątek, 3 kwietnia 2015

Wiatr wieje aż gęba czerwienieje

Pierwszy trening, albo raczej po prostu bieganie, w kwietniu i od razu wiatr w oczy! Ale się cieszyłem jak wychodziłem na pierwsze w kwietniu bieganie, nawet słońce zaświeciło, wiatr ustał, a chmury rozpierzchły się i ukazały błękitne niebo. I ta idylla trwała może 7 minut, tyle co kilometr z hakiem, a potem to już coraz gorzej. Najpierw typowy "wmordewind", potem słońce zaszło, a dalej było jeszcze gorzej, deszcz i śnieg. Jednym słowem cały kwiecień w pigułce. Nie cierpię takiego biegania i takiej pogody, mimo wszystko