poniedziałek, 20 kwietnia 2015

DOZ Maraton Łódzki z PZU - relacja

Łódzki Maraton, a przede wszystkim bieg na 10 kilometrów, darzę dużą sympatią bo to właśnie na tej imprezie w 2013 odbył się mój debiut w zawodach z prawdziwego zdarzenia. Tym razem jak już wspomniałem, nie miałem w planach wybiegać życiówki, czy jakiego konkretnego wyniku. Mimo to kiedy o 6:10 zadzwonił budzik, w ciągu minuty byłem zwarty i gotowy, adrenalina podnosiła się z każdą minutą, tak jakbym miał walczyć o najwyższe cele. Cóż mój organizm już tak ma, że nie potrafi przyjąć do wiadomości, że nieraz nie trzeba przedstartowego napięcia, a ja nie zamierzam tego zmieniać, bo jeszcze nie raz to się przyda przy innych startach. Na śniadanie jak zawsze przed zawodami bułeczki z miodem i z dżemem, to już sprawdzony zestaw. Krótkie spojrzenie za okno, wychodzę na balkon i... 0 stopni nawet coś popaduje i to nie deszcz! Cóż ubrać się trzeba było trochę cieplej nie zapowiadało się, że do końca biegu podskoczy powyżej 4. Do Atlas Areny mamy niecałe 4 kilometry, i chwilę przed 8:00 meldujemy się w jej okolicach. Można powiedzieć że z każdej strony nadciągały tłumy biegaczy i kibiców.


Po drodze spotykamy paru znajomych, udajemy się do depozytu. Dobrze, że łódzka hala jest duża, gdyż dzisiejsza pogoda powodowała, że nikt nie chciał wychodzić zbyt szybko na rozgrzewkę. Tłok lekko dawał się we znaki ale wolontariusze sprawnie uwijali w depozycie i po kilku minutach już mogliśmy spokojnie zrobić ostatnie zdjęcie przed startem.


Z ciepłej hali wychodzimy dopiero 8:40, do startu mamy około 1k, po drodze krótka i szybka rozgrzewka. W między czasie do biegu wystartowała elita walcząca w Mistrzostwach Polski w maratonie kobiet. A wśród nich dwie główne kandydatki do tytułu, czyli Monika Stefanowicz oraz Agnieszka Mierzejewska. 18 minut 29 sekund wcześniejszy od całego maratonu i biegu na 10k start miał zapewnić ciekawszą rywalizację i zachęcić biegnących chłopaków do szybkiego biegu już od samego początku. Jak się później okazało nic takiego nie miało miejsca, a trener naszego Yareda Shegumo, krótko stwierdził, że nie było walki i na dobrą sprawę biegania też nie było. Ale wróćmy do biegu na 10K. Start odbył się sprawnie, pierwsi wystartowali wózkarze, a minutę po nich cała reszta z maratonem. Strefy startowe są dość długie i pozwoliły na swobodne przemieszczanie się do linii startu , bez zbędnego tłoku. No ale tak też jest jak się startuje prawie z samego końca, nie ukrywam, że ma to swoje zalety. W tym roku było zdecydowanie mniej postronnych kibiców, widać  odstraszyła ich niezbyt przyjemna pogoda, około 2 stopni na starcie, całe szczęście było prawie bezwietrznie. Świetnie spisywały się natomiast zorganizowane grupy kibiców, które tworzyły głównie wybrane szkoły i przedstawiciele różnych firm i fundacji. Tu muszę wspomnieć o Fundacji Iskierka, dziewczyny naprawdę spisywały się na medal wspomagając i na poważnie i na wesoło. Nie zdziwię się jak teraz otrzymacie pomoc od innych, uważam, że warto. W okolicy piątego kilometra, trasa łączy się z drugim kółkiem i mogliśmy dopingować walczących o czas poniżej 42 minut.Potem wyruszyliśmy na drugie mniejsze kółko, ponownie przekroczyliśmy linię startu. Od 9 kilometra można już było liczyć na prawdziwego dopingowego kopa szczególnie od tych którzy już ukończyli bieg i udali się na ostatnie metry zagrzewać do walki. Co to znaczy odpowiednia motywacja przekonała się niejedna osoba, która próbowała się zatrzymać na końcowych kilkuset metrach, nie było na to szans. Ostatnie sto metrów w hali robi wrażenie, światła, muzyka sporo ludzi na trybunach i wzdłuż trasy sprawiają, że finisz ten jest pamiętany i wspominany jeszcze długo po zawodach. Nasz czas to 1:06:38 biorąc pod uwagę fakt, że dla Gosi, która przez ostatnie pół roku miała 26 treningów czas niezły i dobrze rokuje na dalszą część sezonu.
Dla nas to jednak nie był koniec biegowego dnia. Zaraz po wyjściu z szatni udaliśmy się na halę aby obejrzeć finisz maratonu. W hali można było oglądać na telebimach prowadzącą już samotnie Monikę Stefanowicz i goniących ją mężczyzn (śmiesznie to brzmi haha). Dziewczyna dała radę, a gdy tylko wbiegała do hali krzyknąłem "walcz do końca  Monika" - kiwnęła ręka i uśmiechnęła się wiedziała, że to jest jej dzień. I tak było! Elita mężczyzn według mnie nie podjęła walki, a raczej podjęła ją zdecydowanie za późno by myśleć o zwycięstwie, i chociaż przewaga w końcówce bardzo szybko topniała to zabrakło 39 sekund do wysokich jak na polskie warunki nagród. Nie najszybsze tempo można tłumaczyć zimnem i lekko pofałdowaną trasą ale chyba jednak nie to było powodem nie najlepszej dyspozycji maratończyków, bo maratonki spisały się na medal. Obie faworytki poprawiły swoje rekordy życiowe, Stefanowicz około 30 sekund, a Mierzejewska około 2 i pół minuty!
Zaraz po finiszu udaliśmy się do domu. Szybka przebierka i na trasę dopingować maratończyków. Do ulicy Maratońskiej wokół której niektórzy biegaczy tworzą legendy, mamy 200 metrów, więc nie wypadało nie wspomóc walczących na królewskim dystansie w okolicach 27 i 28 kilometra. Po minięciu nas grupy biegnącej na 5:15 przenieśliśmy się z powrotem w okolice hali czyli kilometr 36 i 41. To właśnie tutaj ponownie kontynuowałem swoje zdjęciowe hobby słuchając dopingu dziewczyn z Fundacji Iskierka, które nie jednego zmęczonego podrywały do dalszego biegu.

 
W czasie robienia zdjęć jakoś tego nie zauważałem dopiero w domu kiedy przeglądałem zdjęcia zwróciłem uwagę, że biegacze prawie wszyscy mimo ogromnego zmęczenia są w stanie wykonać miły gest i odwzajemnić się uśmiechem. Wszystkich uchwycić się nie udało, ale powstała galeria około 1300 zdjęć do której link zamieszam na samym końcu wpisu. I to by był koniec, prawie koniec gdyby nie dwie osoby, które mijały nas na trasie trzy razy, za każdym razem uśmiech nie schodził z twarzy, jak dla mnie "gwiazdy wieczoru". Mam nadzieję, że się nie obrazicie, że zamieszczam wasze zdjęcie, a jeśli wam się to nie spodoba, można napisać, usunę bez mrugnięcia okiem, ale ze szkodą dla wielu czytających.
 
 
A na koniec jak już pisałem wcześniej zamieszczam link do galerii. Oczywiście jeśli ktoś nie chce, aby jego zdjęcie się w niej znajdowało, proszę o kontakt poprzez formularz kontaktowy. Podobnie jeśli ktoś chciałby posiadać zdjęcie w pełnej rozdzielczości mogę takowe udostępnić.

2 komentarze:

  1. Super relacja, rzeczowo, na temat, poczułam się jakbym miała zaraz wystartować ;);)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje dla Gosi i brawa dla Ciebie ;) Mam nadzieje, że kiedyś spotkamy się na biegowej trasie :)

    OdpowiedzUsuń