piątek, 3 kwietnia 2015

Wiatr wieje aż gęba czerwienieje

Pierwszy trening, albo raczej po prostu bieganie, w kwietniu i od razu wiatr w oczy! Ale się cieszyłem jak wychodziłem na pierwsze w kwietniu bieganie, nawet słońce zaświeciło, wiatr ustał, a chmury rozpierzchły się i ukazały błękitne niebo. I ta idylla trwała może 7 minut, tyle co kilometr z hakiem, a potem to już coraz gorzej. Najpierw typowy "wmordewind", potem słońce zaszło, a dalej było jeszcze gorzej, deszcz i śnieg. Jednym słowem cały kwiecień w pigułce. Nie cierpię takiego biegania i takiej pogody, mimo wszystko
po treningu, o przepraszam dziś nie trenowałem ;) humor dopisuje. Z całym  tym bieganiem jest właśnie tak, że człowiek wychodzi pogoda taka, że wszystko się chowa, w czasie biegu nie pojawiają się żadne pozytywne myśli, słowa jakie przetaczają się przez głowę nie nadają się do publikacji, a mimo  to po powrocie do domu kiedy przychodzi chwila relaksu humor jest trzy raz lepszy niż ten przed wyjściem. To są podobno te endomorfiny... nie... endorfiny, czyli coś czego nikt biegający nie widział, a podobno doświadcza. Na mnie chyba też działają. Kiedyś jeden z biegaczy obiecał mi je pokazać ale do dzisiaj się nie doczekałem, także pozostaje mi tylko wierzyć, że są. I wierzę bo nie raz i nie dwa wychodziłem pobiegać czy uprawiać jakąś inną aktywność fizyczną i w 95% przypadków po powrocie humor jest lepszy. Można się wywalić na śniegu, wdepnąć, w błotnistą kałużę albo coś bardziej śmierdzącego i mimo to mieć dobry humor. Dlatego namawiam wszystkich hasłem z telewizji "Biegajmy Razem",  i cieszmy się, że możemy bo 95% społeczeństwa nie jest w stanie tego robić, a to jednak nie jest objawem zdrowia i tzw. tężyzny fizycznej. 

Pozdrawiam i jak zawsze do zobaczenia na trasie!

PS. Kobiety są chyba jednak bardziej wytrzymałe bo dziś na trasie minąłem aż 3 biegaczki i tylko 1 biegacza. Widać komu pogoda nie przeszkadza!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz