niedziela, 19 lipca 2015

Przeciążenia i kontuzje, czyli co w organizmie biegacza trzeszczy.

Jak ostatnio wspomniałem miałem w ubiegłym tygodniu wizytę u lekarza. O tym za chwilę, a na początek chciałem tylko przytoczyć jedno powiedzenie "Nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani". Biorąc pod uwagę moje przypadłości mogę podpisać się pod nim obiema nogami ;-) Jednak czy lekarz jest w stanie postawić w 100 % trafną diagnozę bez pomocy pacjenta? Z jednej strony tak, ale z drugiej jak człowiek sam nie jest w stanie określić co go boli i z czym ma problem, to zadanie lekarza jest bardzo utrudnione! Druga sprawa to czy można leczyć swoje przypadłości sportowe - kontuzje jeśli ktoś woli bez udziału lekarza? Nie z każdą pierdołą trzeba do niego biec, ale tylko wtedy gdy naprawdę posiada się wiedzę. I nie chodzi mi tu o ukończenie medycyny, tylko o wiedzę na temat własnego organizmu.
A teraz o sobie.

Byłem u lekarza, cholera niczym mnie nie zaskoczył. O tym co mi jest wiedziałem od prawie roku. Teraz tylko decyzja zapadła - będę poddany tuningowi ;-) Najbardziej zaskoczony byłem jak działa ta znienawidzona służba zdrowia w wydaniu państwowym. Przypadkiem nagłym nie jestem mogę poczekać. W marcu zapisałem się na wizytę. Wyznaczono ją na 08/07/2015. Trzy miesiące to nie jest długo nie ma co przesadzać zwłaszcza, że gdybym trochę ponarzekał i określił swój przypadek jako nagły była możliwość przyspieszenia albo nawet skierowania na SOR. W końcu nastał lipiec i wizyta. Niepokój mój wzbudziła godzina wizyty, a mianowicie 8:30 -12:30. Mając wizję kilku godzinnego stania w kolejce postanowiłem być ciut wcześniej, czyli całe 15 minut. Wszedłem w kolejce chyba z 5 osób. Ale tak się ułożyło, że po 5 minutach byłem w gabinecie. Pokazałem skierowanie spodnie w dół i oczywiście jak przy każdej poprzedniej wizycie brak objawów zewnętrznych. Wszystko trzyma się jak należy, ale krótkie badanie i chirurg stwierdza, że rzeczywiście jest. Przepuklina pachwinowa. Po siedmiu minutach wychodzę ze skierowaniem do szpitala. Było by szybciej gdybym trochę nie gadał. Udałem się cztery piętra wyżej na oddział chirurgii ogólnej. Tam musiałem poczekać całe 55 minut na wyznaczenie terminu. Ponownie zostałem przebadany tym razem przez lekarza i lekarkę, potwierdzili co mi jest chociaż ponownie na zewnątrz żadnych objawów. Znowu trochę porozmawialiśmy, nie to był bardziej monolog bo do mnie już dotarło, że dłużej uciekać się nie da. Zadałem tylko kilka pytań i zostałem wstępnie wyznaczony do zabiegu na 29 września.  Zostałem pouczony jakie badania mam zrobić, jak wygląda zabieg, rekonwalescencja, jak długo nie będę biegał i inne rzeczy. Najważniejsze to szczepienie WZW B. I tu też sprawnie poszło szybki telefon umówiona wizyta... może być Pan za 15 minut! Nie tak szybko to ja nie mogę umówiłem się za godzinę. Wchodzę kolejki zero. Mój lekarz rodzinny też biega, także dobrze rozumie co takiemu co uprawia sport sprawia problem. Po krótkiej rozmowie wszystko ustalone. Poleciałem do apteki kupić szczepionkę, wpadłem do zabiegowego i sprawa załatwiona.
Podsumowując trzech lekarzy i jedna pielęgniarka. Do tego wizyta w aptece - czas operacyjny TRZY godziny z niewielkim nakładem. Mogę tylko o tej państwowej służbie zdrowia napisać tylko dobrze. Wiem nie zawsze jest tak różowo ale sami przyznajcie mnie poszło rewelacyjnie!
Także jak wszystko pójdzie dobrze czeka mnie miesiąc przerwy od biegania. Czyli niezbyt długo. Dodatkowo październik traktuje tak samo jak Jurek Skarżyński,  czyli jako przerwa między sezonami. A do 27 września biegam dalej, bez szaleństwa, bez spięcia, ale nie bez celu, bo ten jest zawsze. Czekają mnie jeszcze zawody oczywiście bez walki o rekordy bo takie da się osiągać będąc w pełni sił. Jestem amatorem i nie muszę robić wyników za wszelką cenę mogę je robić wtedy kiedy chcę i mogę. Zapamiętaj to sobie początkujący biegaczu, a i starym lisom można też to przypomnieć.
Do zobaczenia na trasie!
PS. Pomimo, że w sieci jest bardzo dużo ma temat przepukliny pachwinowej to mimo wszystko coś o tym jeszcze napiszę, szczególnie o objawach, bo ka swoją mam podejrzewam, że od kilku dobrych lat, tylko nie dawała znać bezpośrednio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz