piątek, 29 stycznia 2016

Pogoda jak kobieta...

...zmienną jest :) Jeszcze w środę, ba jeszcze wczoraj wieczorem, większość z nas biegaczy, rzucała piorunami, że trzeba biegać w błocie po kostki. A dziś? Zmrożona ziemia i asfalt też gdzieniegdzie pokryty cieniutkim lodem. Dwa treningi w odstępie jednego dnia, a jakże różne. Ja biegałem w środę wybrałem się oczywiście w stronę lasu. Utwardzone ścieżki wśród łąk były idealne, czyli bez śniegu i lodu, ale ścieżki w lesie były już fatalne. Woda i lód nie pozwalały na bieganie, a chcąc ominąć niebezpieczne trasy brodziło się w błocie po kostki. W środę może nie było słońca, ale było + 10! A dzisiaj już -1 i od nieśmiało wyglądającego zza chmur słońca do pełnego rozświetlenia (dobrze, że zabrałem okulary przeciwsłoneczne).  Ale, że nie ma co narzekać to trzeba znaleźć plusy
takiego biegania. Świetnie, jakby na to nie patrzeć, taki trening działa na mięśnie głębokie (anatomia to jednak bardzo skomplikowana nauka), dodatkowo wzmacnia mięśnie stabilizujące i ogólną siłę, bo trudniej odbić się od miękkiego, wciągającego stopy błota, niż od równiutkiego asfaltu. Zimowe plenerowe treningi mają jeszcze jedną ogromną zaletę, a nawet dwie zalety. Czyli ciszę i spokój :) Zimną zdecydowanie mniej osób wybiera się ciut dalej od domu i wybiera bieganie "w koło komina". Z mojej Retkinii wystarczy 15 minut truchtu i jest się w lesie. Nie za dużym, ale jednak lesie z wysokimi drzewami, śpiewającymi ptakami, ciszą (bez miejskiego zgiełku) i spokojem. Wiedzą o tym dobrze zwierzęta, które można spotkać nawet w trakcie dnia. Dzisiaj na swojej drodze spotkałem dwie sarny paradujące po asfalcie na skraju lasu. Jak tylko trochę bardziej się zbliżyłem, to oddaliły się w zarośla na bezpieczną odległość i razem ze mną biegły wzdłuż drogi. Piękny widok jakże uspokajający i dobrze nastrajający na cały dzień. I wam też życzę miłego i spokojnego dnia!

Do zobaczenia na trasie! Tomek






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz